czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział 3: Ognisko

  Resztę dnia Varien spędziła na sklecaniu prowizorycznego szałasu dla dwóch osób, gromadzeniu chrustu i polowaniu. Noc nadeszła zaskakująco szybko. W ostatnich promieniach zachodzącego słońca dziewczyna naprędce rozpalała ognisko, mające zapewnić im ciepło i ochronę przed dzikimi zwierzętami. W oddali słyszała watahę wilków, która prawdopodobnie właśnie pożerała pozostawione na miejscu masakry ciała. Poczuła ukłucie winy, że nie pogrzebały ich jak należy, ale w gruncie rzeczy wiedziała, że było to niemożliwe.
  Chwilę po tym, jak słońce schowało się za horyzontem, obudziła się Rommia. Do tej pory wypoczywała po porannym ataku, co jakiś czas odzyskując świadomość tylko po to, żeby zaraz ją stracić. Tym razem jednak wiedziała co się wokół niej dzieje i wyglądało na to, że jest z nią o wiele lepiej.
- Dziękuję za zabranie mnie stamtąd. - Uśmiechnęła się nieśmiało do Varien, po czym spojrzawszy na martwe zwierzę, które ta upolowała, dodała: - Tak dawno nie jadłam mięsa... Elfy...
- Nie uznają go w swojej diecie, wiem. - Przerwała jej blondwłosa, po chwili jednak łagodniej dopowiedziała: - Mieszkałam z kilkoma przez jakiś czas.
- Naprawdę? - Rommia zrobiła wielkie oczy. Choć sama podróżowała z elfami, wydawały jej się raczej niespotykane.
- Tak, a także z urgalami i jednym krasnoludem! - Roześmiała się cicho, zadowolona z lekkiego tonu rozmowy. Ciemnowłosa spojrzała na nią jeszcze bardziej zaskoczona, po czym nie mogąc się powstrzymać, zapytała:
- Kim ty właściwie jesteś?
Varien spoważniała, na jej twarzy przez ułamek sekundy pojawił się wyraz okrutnego cierpienia, szybko jednak został zastąpiony maską obojętności.
- Ja... jestem nikim. Nie chcę o tym mówić. - Ton jej głosu był spokojny, ale chłodny. Rommia natychmiast wyczuła, że to drażliwy temat i lepiej go nie drążyć, nawet jeśli była niezmiernie ciekawa. Przez chwilę obie milczały, wpatrując się w migoczące płomienie. Następnie blondwłosa wyciągnęła nóż i zabrała się za oprawianie zwierzyny. Tymczasem druga dziewczyna wróciła myślami do poranka. Wciąż pamiętała zapach krwi unoszący się w powietrzu i okrutne, bezlitosne spojrzenia Cieni. Bała się ich. Bała się, że gdy zaśnie, przyjdą i ją zabiją. Albo jeszcze gorzej porwą i będą torturować... Potrząsnęła głową, próbując odgonić ponure myśli. Przeżyła. Tylko to się teraz liczyło.
  Nagle zdała sobie sprawę, że chyba jej towarzyszka coś do niej mówi. Odwróciła się i popatrzyła na nią nie rozumiejącym nic wzrokiem. Varien tylko westchnęła, po czym powtórzyła jeszcze raz:
- Pasuje ci kawałek nogi? - wskazała na upolowaną przez siebie sarnę, teraz już pozbawioną skóry.
- Tak, tak, jasne... - Odparła, jednocześnie odwracając wzrok od obdartego ze skóry zwierzęcia. Nie miała ochoty na nie patrzeć, nie tak szybko po tym, jak widziała swoich towarzyszy podróży brutalnie mordowanych jeden po drugim.
  Mięso upiekło się stosunkowo szybko, więc niedługo później obie dziewczyny zajadały ze smakiem. 
- Gdzie udamy się dalej? - Spytała Rommia po zakończonym posiłku.
- Nie wiem jak ty, ale ja ruszam tropem morderców. - Odparła poważnie Varien.
- Ale przecież... Ty nie masz pojęcia, gdzie się podziali! Nie było żadnych śladów... Mogą być wszędzie!
- To prawda... Ale w jakiś sposób ich znajdę. I pomszczę wszystkich, których zamordowali. - W jej głosie słychać było stal - "I ciebie też Evgirze" - Dodała w myślach.
- W takim razie ruszam z tobą. - Rzekła zdecydowanym tonem Rommia. Czuła, że musi to zrobić i w tym przypadku jej tchórzostwo musi odejść na bok. Blondwłosa spojrzała na nią z powątpiewaniem, jednak nie powstrzymywała jej, co dziewczyna poczytała jako niechętną zgodę.
- Skoro tak, to musimy obie porządnie się wyspać. - Stwierdziła w końcu Varien, ruszając w stronę szałasu. Ciemnowłosa dziewczyna ruszyła za nią i niedługo później obie zasnęły, pogrążywszy się w niespokojnych, płytkich snach.
  Jednak żadna z nich nie pomyślała, że obozu należałoby w nocy pilnować. Żadna też nie zauważyła nieco gęstszego cienia za jednym z grubych pni drzew. Cienia kształtem zbliżonego do ludzkiej sylwetki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz