***
Varien otworzyła szeroko oczy. Dookoła było jeszcze ciemno, ale ognisko już ledwo się tliło. Dziewczyna oddychała szybko i gwałtownie, próbując się uspokoić. Koszmar powracał każdej nocy i nie potrafiła nic na to poradzić. Leżała przez dłuższą chwilę na posłaniu, starając się wsłuchać w równomierny oddech Rommii. Gdy sen powoli zaczął powracać, usłyszała trzask. Odgłos pochodził z niewielkiej odległości i bardzo ją zaniepokoił. Ostrożnie, by nie obudzić towarzyszki, przekręciła się na brzuch i zaczęła intensywnie wpatrywać w wejście do szałasu. Dogasające ognisko skutecznie ją oślepiało, przez co mogła dostrzec jedynie to, co było blisko. Dalej panowały nieprzeniknione ciemności. Nagle usłyszała kolejne trzaśnięcie, tym razem dobiegające z innej strony. Teraz już nie miała wątpliwości - na zewnątrz coś było. I istniały dwa możliwe wytłumaczenia - albo to jakieś nieszkodliwe leśne zwierzę, które przywędrowało tu przez przypadek - Varien pragnęła, by ta wersja okazała się prawdziwa - albo coś skradało się, by je dopaść. Całkowicie już rozbudzona, dziewczyna powoli usiadła na posłaniu, po czym zasłoniwszy Rommii usta, delikatnie nią potrząsnęła. Ciemnowłosa otworzyła oczy i w pierwszej chwili zaczęła się szarpać, gdy poczuła czyjąś dłoń na twarzy. Dopiero chwilę później dostrzegła Varien, która przyłożyła palec do ust, nakazując jej być cicho. Rommia skinęła głową na znak zrozumienia, więc blondwłosa zabrała rękę, po czym zaczęła nasłuchiwać. Przez dłuższy czas na zewnątrz panowała niemal idealna cisza, nie przerywana nawet pohukiwaniem sowy czy wyciem wiatru. Ale wtem rozległ się kolejny trzask, bardzo blisko szałasu. Obydwie dziewczyny wzdrygnęły się, słysząc go. Varien sięgnęła po Seithr, a Rommia jedynie obserwowała bardziej doświadczoną towarzyszkę. Następnie znowu nastał długi okres ciszy i gdy już dziewczyna miała zamiar odłożyć miecz z powrotem, rozległo się głuche warknięcie. W delikatnej poświacie gasnącego ogniska pojawił się pysk. Pierwszym co rzucało się w oczy, były długie, ostre kły wystające z paszczy. Kolejną rzeczą były oczy - dzikie, żółte ślepia pełne były głodu i pierwotnej furii, która prawdopodobnie nie pochodziła od żadnej żywej istoty. To właśnie one naprowadziły blondwłosą dziewczynę na myśl, że stojące przed nimi stworzenie jest czymś zrodzonym ze zła. Głuchy warkot powtórzył się, a w gasnący blask ujawnił nieco więcej szczegółów. Zwierzę przypominało ogromnego wilka, jego sierść była czarna jak smoła. Podchodził coraz bliżej, wciąż warcząc, i najwyraźniej nie bał się ognia.Varien ścisnęła mocniej rękojeść miecza i przygotowała się do ewentualnej obrony. Rommia skuliła się za nią, przerażenie malowało się na jej twarzy. Mimo to, jednocześnie wciąż przyglądała się bestii, nie mogąc powstrzymać ciekawości. Istota już niemal ominęła ognisko i tylko kilka kroków dzieliło ją od znalezienia się na długość miecza od dziewczyn. Jej ślepia wpatrywały się w nie intensywnie, a wyzierająca z nich wściekłość była niemal namacalna. Jeszcze tylko kawałek... Już prawie... Varien przygotowała się do pchnięcia... Gdy nagle stworzenie zatrzymało się i zawyło krótko. Skowyt był ogłuszający i mroził krew w żyłach. Chwilę po tym wilk odwrócił się gwałtownie, po czym pobiegł z powrotem w ciemność. Zarówno Rommia jak i Varien oddychały ciężko, wciąż przerażone. Wpatrywały się w mrok jeszcze przez dłuższą chwilę, a nawet gdy już wyglądało na to, że bestia nie wróci, nie zmrużyły oka... aż nastał świt.