środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 1: Ptasi śpiew

  Droga była monotonna i niezwykle długa. Mijane drzewa wydawały się być identyczne, a jedynymi wyznacznikami tego, jak daleko się posunęli, były nieliczne charakterystyczne punkty, zaznaczone na mapie. Rommii podróż niezwykle się dłużyła, nogi bolały ją niemiłosiernie, a ptasi śpiew zaczynał drażnić. Zwinęli postój z samego ranka i od tej pory wciąż byli w drodze, nie zatrzymując się nawet na najmniejszy odpoczynek. Zastanawiała się teraz, co ją podkusiło, żeby zgłosić się do tego zadania. A no tak, żądza przygód. Dziewczyna zaklęła w duchu. Nie tak wyobrażała sobie ważną misję przeniesienia części smoczych jaj z Teirmu do Du Weldenvarden. Miała nadzieję na liczne potyczki, może jakieś emocjonujące pościgi czy inne ataki złych mocy, które mogliby brawurowo powstrzymać, tym samym ocaliwszy całą krainę. Rommia dorastała słuchając licznych opowieści o Eragonie Cieniobójcy, pogromcy złego króla i skrycie pragnęła być taka jak on. Odważna, silna... i mieć własnego smoka! To wszystko zaważyło na jej decyzji, przez którą teraz wędrowała przez środek jakiegoś lasu, w towarzystwie milczących, poważnych elfów. Z początku ich towarzystwo niezmiernie ją ekscytowało i była zafascynowana każdym ich krokiem, teraz jednak po prostu ją nudzili, z całą masą swoich zasad i obyczajów, których nie potrafiła zrozumieć.
   Nagle pochód zatrzymał się. Dziewczyna niemalże wpadła na jednego z towarzyszy podróży nim się zorientowała. Elfy wydawały się czymś mocno poruszone, ale nie miała pojęcia, o co może im chodzić. I wtedy w ułamku sekundy stało się kilka rzeczy na raz. Po pierwsze, Rommia zdała sobie sprawę z faktu, że ptasi śpiew nagle ucichł. Po drugie, dwoje elfów padło na ziemię martwych, a krew trysnęła im z klatek piersiowych, bryzgając dookoła. Jednocześnie zza drzew wyłoniły się trzy postacie, poruszające się szybko i sprawnie. Każda z nich miała rdzawo-czerwone włosy i złowieszczy uśmiech na twarzy. Pierwsza - mężczyzna - dzierżyła w ręku łuk, strzała już-już opuszczała cięciwę, by pomknąć z zawrotną prędkością w stronę dopiero chwytających za broń elfów. Dwie pozostałe - młody chłopak i dziewczyna - ruszyli prosto na grupę, a ostrza ich mieczy były żądne krwi. Gdy dopadli do pierwszych ofiar, pochód przybrał postać jako-takiego koła, by chronić ich najcenniejszy skarb - smocze jaja. Jednak nie na wiele się to zdało. Atakujący byli zbyt silni i szybcy. Mordowali strażników bez najmniejszych oporów, nie kłopocząc się łaską czy negocjacjami. Nie minęło wiele czasu, gdy od celu dzieliła ich zaledwie trójka, która ostała się z masakry, w tym Rommia. Dziewczyna szczerze żałowała swoich wcześniejszych myśli. Teraz zrobiłaby wszystko, byle tylko dalej spokojnie kontynuować nudną podróż. Właściwie o tym że przeżyła zdecydował przypadek. O mały włos uniknęła strzały wypuszczonej przez czerwonowłosego mężczyznę, a potem jak tchórz rzuciła się w środek grupy, byle tylko schronić się przed atakami. Teraz jednak nie było nikogo, kto by ją osłonił. Spojrzała kątem oka na stojącą obok niej elfkę - wyglądała na nieustraszoną, a jej twarz wyrażała jedynie determinację.
   Czerwonowłosi zatrzymali się na przeciwko pozostałej przy życiu trójki. Jak spostrzegła Rommia, z pewnością nie mogli być zwykłymi ludźmi, ich oczy bowiem miały równie rdzawą barwę co włosy. Stali teraz przed nią, splamieni krwią jej towarzyszy, najwyraźniej zadowoleni z tego, co właśnie zrobili.
- Nie utrudniajcie nam dalej zadania... - Mężczyzna uśmiechnął się jadowicie.
- Czy nie dość już się nacierpieliście? - Zawtórowała mu kobieta.
- Nie ma mowy! Nigdzie się stąd nie ruszamy! - Warknęła wyzywająco stojąca obok Rommii elfka, a drugi elf jej przytaknął, mrużąc oczy pełne wściekłości. Dziewczyna nie rzekła nic, zadrżała tylko ze strachu.
- Mmm... Podoba mi się jej opór. - Mężczyzna wyszczerzył zęby. - Chcę ją żywą, jasne?
Elfka warknęła raz jeszcze, po czym rzuciła się z mieczem na czerwonowłosego. Ten bez najmniejszego wysiłku wytrącił jej miecz z ręki, po czym ją uśpił, ledwo muskając ją palcem.
- Resztę możecie zabić. - Uśmiechnął się, a pozostała dwójka ruszyła z mieczami na elfa i Rommię. Dziewczyna nie miała pomysłu, jak mogłaby się obronić, zrobiła więc jedyne, na co wpadł jej rozum - zaczęła wrzeszczeć. A potem poczuła że coś ciepłego i lepkiego spływa jej po głowie... I zjawiła się ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz